RSS
wtorek, 15 czerwca 2010
O tym, że są chłopy i inne problemy

-Ależ droga Wiedametto, cierpliwości. Ja, na przykład, czasami jestem cierpliwa. Choćby wtedy, kiedy czekałam na Niego. Co prawda zabawiałam się wysadzaniem okolicznej ludności w powietrze, żeby jakoś zająć nerwy, ale nie zabiłam go od razu. Bez zboczeń, moja droga, na każdego przyjdzie pora.

-Łatwo ci mówić... Ostatnio wysadzanie zrobiło się niebezpieczne. Można dostać odłamkiem fotoradaru... boli jak jasna cholera a rany paprzą się całe wieki...

-Trzeba było użyć tej maści po prababci Ermengardzie. Trochę śmierdzi... tak, wiem, że zdychają od niej szczury, ale na ludziach jeszcze nie testowałyśmy.

- Kochana babcia Ermengarda. Miała dwudziestu sześciu kochanków już w pierwszym roku swojego trzeciego małżeństwa. Chłopy lgnęły do niej jak ćmy do światła.

-Taaak, i zgasła w kwiecie żywota, o smrodzie nie wspominając. Do tej pory pamiętam, jak się leczy rzeżączkę. Dobra, to co w zasadzie robimy z tymi naszymi... hm... to ciągle są mężczyźni?

- Zasadniczo po tym jak pozbawiłyśmy ich męskości obierakiem chyba nimi być przestali...

-No daj spokój, kochana, jeszcze nie jest tak źle. Dostali igły, dostali nici, mieli dużo czasu na doprowadzenie się do używalności. No, mój to nawet nie musiał się za bardzo doprowadzać, mnie doprowadził. Na skraj. Znerwicowania i depresji przedporodowej.

- Z ciąży urojonej, kochana. I to siedemnastej, w twoim wieku to już nie przelewki. Ciocia Ernesta, świeć neonie nad jej grobem, szczezła w zwiędłym kwiecie swego marnego żywota właśnie z powodu nerwicy przedporodowej swojej siedemnastej ciąży urojonej. Musisz na siebie uważać kochana.

-Tak, pamiętam, kuzyneczka Kunegunda była wyjątkowo brzydkim bachorem, dobrze, że oddałyśmy ją zakonnicom na przerobienie. Po skróceniu była jak nowa. W każdym razie, co mam z Nim teraz zrobić? Ani pytań, ani odpowiedzi. Nie zadzwoni, nie napisze, nie wyśle alimentów...

- Rozumiem, że metody konwencjonalne i niemagiczne nie wchodzą w grę?

-Jakbym chciała go otruć, dałabym mu zupkę wedle przepisu babuni. Wyglądam na głupią? Ja chcę go jeszcze trochę poużywać, moja droga. Takiego mało uszkodzonego i z niskim przebiegiem.

- Chyba miałabym coś odpowiedniego w takim razie. Pamiętasz jak wybrałyśmy się do tej świątyni kiczu w centrum? Tam był taki sklepik z kolorowymi rzeczami - mniejsza o nie - i tam mieli laleczki voodoo w komplecie ze szpileczkami. Słyszałam kiedyś od kuzynki Gardenii, że to skuteczna rzecz taka laleczka. Powinnyśmy wypróbować. Jak będzie to zbyt drogie, uszyjemy sobie z dziurawej skarpety.

-Już przecież szyłam, rok temu. Z niepranych gaci, tych, co mu je buchnęłam z łazienki. Odrzygałam, co moje i guzik od rozporka. Trzeba znaleźć inny sposób. Może przez skarbówkę i zus?

- Zatkało mnie. Nie wierzę. Chcesz się układać z wrogiem?

-Kochanie, na każdego przychodzi pora. Możemy nawet dać im wizy, jeżeli będą grzeczni i skuteczni. I przywiozą pizzę.

- Eh. No ostatecznie. Ale koniecznie z dobrym ziołowym sosem pomidorowym. I darmową sałatką. Dzbanek i trzy filiżanki gratis - jedna zawsze się tłucze to zostanie akurat komplet dla nas dwóch.

-Mógłby wpaść na herbatę, obiecał. Ale po ostatnich przymiarkach sweterków chyba ma dość. A w tym różowym z różyczkami tak mu było do twarzy... choć sam stwierdził, że bardziej do dupy.

- Bo nie docenia twoich starań. Grubianin.

-Oczywiście, że nie docenia. To mężczyzna, kochanie. Jak pomorek i najazd leśnych zbójców. Ot, dopust boży. Jak to z mężczyzną. Trzy słowa klucze, jedno polecenie i oczy w rzyci, żeby wszystkiego dopilnować.

- Las to całkiem przyjemne miejsce. Czasem trafi się jakiś zwierzaczek, który pomoże ci rozprawić się ze zbójcami a czasem jak masz szczęscie to i jagody znajdziesz.

-Kochanie, nie jedz jagódek, pryskane i jakiś komar tam szczał. A zbójców to jak żyję tutaj nie widziałam, mamusia powiedziała im, że mają wysyłać faktury.

- Ach ta mamusia. O wszystkim pomyślała.

-Właśnie, kochana, mamusi serniczek powinien już dochodzić, chodźmy do kuchni, zgłodniałam od tych pogaduszek. Widziałaś nową fryzurę tej lafiryndy spod piątki? W jej wieku nigdy nie założyłabym takiej peruki...

- Ależ kochana. Ona jest aktorką i miała próbę kostiumową. Sztuka jest o XIX wiecznej Francji... masz rację serniczek już pachnie.

-Już ja znam te jej sztuki, uczciwa kobieta na takie nie chodzi...

16:07, wiedamina
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 listopada 2009
O tym, że nie wszystko wicca co się świeci

-Mina? Dlaczego masz taką minę jakbyś miała zamiar kogoś zabić? Co się stało? Czy to dlatego, że ktoś nazwał Cię wiccanką? Przecież wiesz, że większość ludzi nie odróżnia wicca od satanizmu, a co dopiero mówić o pozostałych odmianach TZW neopoganizmu.

-Nie tylko dlatego, Metta. I nie tylko TZW, ale i TWA, ba, TWA wewnętrzne i wewnętrzne, bo zewnętrze adoruje wewnętrze. Czy jakoś tak. Natknęłam się dziś na "wiccana", który większość swojej znikomej - przez gardło nie chce przejść - "wiedzy" o wicca zaczerpnął z Charmed. Zgroza. I nie tylko.

-No tak. Są pewne rzeczy, których nie przeskoczysz. Głupich nie sieją - sami się rodzą.

-Dlatego jestem za badaniem prenatalnym na obecność mózgu. I bezwzględną eksternizacją fluffów. Gdybym miała możliwość wglądu, sama bym siebie zabiła we fluffickim okresie.

-Nie tylko ty... Jak sobie przypomnę jakie to głupoty mi do głowy przychodziły i za jaką to ja wielką i potężną wiedźmę się miałam...

-Ale wyrosłyśmy z tego, Metta. Wyrosłyśmy i odgrodziłyśmy ten etap bardzo grubą linią. W zasadzie nawet nie widzę specjalnej ciągłości... jakbyśmy były innymi kobietami.

-Jakby się tak zastanowić, to wiele w tym prawdy. Niemniej jednak nie czuję się jeszcze kobietą. I to nie tylko dlatego, że w podziale: Pierdoła, Święta Krowa i Emerytka przypada mi rola tej pierwszej... Kobiecość to stan umysłu, świadomość siebie. Ja do tego jeszcze nie dojrzałam. Dlatego troszkę śmieszą mnie dziewczynki metr pięćdziesiąt w kapeluszu, lat czternaście, szpilki dziesięć centymetrów, "dorosły" makijaż (żeby nie nazwać go burdelowym), tracące dziewictwo w szkolnej toalecie, które każą nazywać się kobietami. Ty to co innego Minka. Ty jesteś stuprocentową kobietą. To się czuje.

-I swoją kobiecością mogłabym takie zakuwać w kajdany, pakować na statek i wysyłać na plantacje trzciny cukrowej. Ale nie trzeba mieć ciała czternastolatki, żeby czternastolatką być. Równie dobrze można się chwalić skończonymi studiami, inicjacją i promować nieopodal-pogaństwo z gimnazjum.

-Racja. Najgorsze, że pogaństwo gimnazjalne ma tak wielu zwolenników (nawet wśród ludzi, którzy dawno pokończyli studia i prowadzą - wydawać by się mogło - dorosłe życie), iż trudno w tym wszystkim znaleźć coś wartościowego. Ja wiem, że szukanie prawdy nie jest samo w sobie łatwe, ale to już przesada!

-Metta, pokaż mi kogoś, kto dzisiaj zaczyna od szukania prawdy, a ja pokażę ci, gdzie schowałam ciasteczka. Szukanie prawdy boli. Szukanie prawdy jest czaso- energio- i nerwochłonne. Szukanie prawdy wymaga zaangażowania, poświęcenia swoich złudzeń i pogodzenia się z tym, że najczęściej jest bezowocne. Nie mam też nic przeciwko swojej wizji, bo każdy jakąś tam ma... ale błagam. Niech te wizje będą racjonalne. Przynajmniej u tych, którzy na siłę wychodzą ze swoimi wizjami na ulice. Za moich czasów wizjonerów zamykało się w szpitalach i klatkach na rynku, ku uciesze gawiedzi.

-Mam ochotę skłamać, żebyś dała mi chociaż dwa ciastka. Przecież sama wiesz jaka jest odpowiedź. Nie zadawaj mi retorycznych pytań szantażując iluzją zdobycia upragnionych słodkości. [w tym miejscu Wiedametta odegrała scenkę pod tytułem: złościmy się, tupiemy nóżkami i czekamy aż nam zatkają usta ciastkiem] Eh. Naiwna jestem. I tak mi nie dasz tych ciastek. A ja wcale nie mam nadwagi. Może mam troszkę ciałka za dużo, ale to dlatego, że za mało się ruszam. Brak dostępu do ciastek bynajmniej nie działa na mnie motywująco. [puszcza oko do Wiedaminy]

-Masz, zjedz to ciastko, bo zaraz zamienisz się w piekarnik i zaczniesz strzelać pociskami z mąki. Gdybyśmy dawały ciastko za każdą mądrą myśl, jaka pojawiła się w pogańskim światku przez ostatni rok, sanepid zamknąłby nas za składowanie hurtowych ilości przeterminowanych słodyczy.

[Słychać pomruk zadowolenia] -Dziękuję Ci dobra kobieto. Wiesz czym ukoić moje zszargane przez tych "pożalcie się bogowie pogan" nerwy. Wracając do naszej dyskusji mogę chyba tylko dodać to co już wiesz, że fluffizm nie jest stricte pogański. Inne religie i ich substytuty również mają swoje odmiany. Taka już jest mentalność ludzka. W sumie szkoda na to nerwów, ale skoro można na uspokojenie dostać TAKIE ciastko...

-Ale mnie wnerwia akurat fluffizm pogański. A raczej nawet nie fluffizm, bo sama przyznasz, że taka M.B. to już nawet nie fluffik, ale - raczej - nieuleczalny brak inteligencji. Anyway, czymkolwiek by to nie było, wchodzi na nasze podwórko i się rządzi. Mam ochotę upiec partę babeczek z aresznikiem. Tylko szkoda mi arszeniku.

-Ja Ciebie doskonale rozumiem moja droga, ale sama przyznasz, że zwyczajnie nie warto tracić czasu na próby odrąbania głowy hydrze. Na jej miejsce wyrosną trzy nowe i za każdą kolejną też po trzy. Jedyne co możemy zrobić to dbać o swoją własną moralność. Dawać przykład całą sobą. I liczyć, że ktoś wreszcie załapie o co nam chodzi. Głośno krzycząc i jawnie okazując nienawiść tylko narobimy sobie niepotrzebnie wrogów.

-Wrogowie nie są tacy źli. Są nawet potrzebni. Przykład? Daj spokój. Oni wezmą przykład tylko z kogoś, kto będzie nimi do kwadratu. W dodatku nie wydaje mi się, żebym była dobrym przykładem do naśladowania. Nie lubię naśladownictwa.

-Jak świat światem nie będzie fluffik wiedźmie bratem i to chyba tyle w tym temacie.

-Idziemy, pokażę ci wreszcie, gdzie są te ciastka...

12:38, wiedametta
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 sierpnia 2009
O równaniu do szeregu

-Metta, ostatnio sporo czasu spędzasz na walce z jakimiś wiatrakami...

-Myślisz, że walka nie ma sensu? Walka o godność i wolność?

-Ma, ale walcz z przeciwnikiem wartym takiej walki. Pamiętaj, jak skończył don Quichot.

-Bo kiedy ja nie umiem odpuścić Mina, kiedy ktoś mnie obraża i usiłuje odkręcić wszystko tak, żeby wyszło na to, że to ja jestem agresywna. Nie w miejscu, w którym przez tyle lat dawano mi zrozumieć, że jestem ważna i potrzebna. A tu nagle pstryk i stałam się niepotrzebna i zostałam okrzyknięta agresywną i złą sabotażystką. Dlaczego niby miałabym pozwolić dalej pluć sobie w twarz? Równaj szeregi - albo zgiń. Nie pasuje mi to, Mina.

-Jacy oni równi? Na buty ci co najwyżej naplują. I to jeśli wiatr będzie wiał od dołu.

-Ale właśnie o to chodzi, że oni chcą mnie przyciąć do właściwych ich zdaniem wymiarów.

-Powariowali.

-Wojna się zaczęła, kiedy stwierdziłam, że chcę mieć własną szufladę.

-Wiesz, ja bym wolała od razu komodę...

-Ale w szufladzie łatwiej zapanować nad porządkiem. Kiedy ma się do opanowania komodę, bardzo łatwo o burdel, a ja nie mam ani czasu ani chęci na sprzątanie.

-Sprzątanie? Raczej remont generalny. Przecież już to widziałyśmy u znajomych paganów. Dotknij ściany, a dach się zawali. Jesteś niewygodna? To fora ze dwora, nasz świat jest poukładany, idealny, a wszystkie problemy nazywamy brakiem problemów.

-Nie prościej od razu wyburzyć?

-Może i prościej. Ekonomiczniej. Tylko gruzu trochę zostanie.

-I dlatego właśnie moja godność nie pozwala mi odejść bez uprzedniego rozwalenia tego wszystkiego Mina. Przy pomocy kilku małych łup chcę zrobić wielkie bum. Jak odchodzić, to z hukiem.

-Zawsze byłam zwolenniczką odchodzenia po cichu, ale z pamiętliwą niespodzianką. Na przykład zbukiem. No, chyba że się już miarka przebrała, wtedy w oczach zapalała mi się żądza mordu. Co mi po godności, skoro nikt nie umie jej dostrzec, a co dopiero zrozumieć i docenić?

-Toteż Mina chciałam odejść po cichu. Usuwając się powoli w cień. Znikając po trochu. Żądza mordu pojawiła się kiedy stwierdziłam, że mam prawo nie zgodzić się na upublicznienie mojego wizerunku. Miarka naprawdę się przebrała.

-I się stałaś tą złą.

-No to zamierzam odwrócić kota ogonem nie zważając na to jak bardzo kotu się to by nie podobało. Bo to oni są źli i zamierzam im to udowodnić.

-Wiedźma, po prostu wiedźma.

-Jak ty mnie dobrze znasz Minka.

-A mam wyjście, po tylu latach?

-Chyba nie masz.

16:10, wiedamina
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 kwietnia 2009
O bólu głowy

-Strasznie mnie dziś boli głowa Wiedamino. Może odłóżmy rozmowę o dewaluacji pojęcia żałoby narodowej na później?

-Wiedametto, wiesz, jak tego nie cierpię. Boli cię głowa? Mnie boli dupa - od siedzenia na niej.

-Nie, nie tym razem to chyba migrena Mino. Wiesz jak się człowiek wtedy czuje? Jakby ktoś próbował wcisnąć mu głowę w kaczy kuper.

-Faktycznie, niemiłe. Bardzo... niska przestrzeń życiowa.

-Owszem. Ale nie zamierzam z tego powodu ogłaszać żałoby. W końcu nie jestem mężczyzną, któremu żona odmówiła współżycia wymawiając się bólem głowy właśnie. Swoją drogą Minka, ciekawa jestem jaki musi być ten mężczyzna, że ona musi uciekać się do fortelu, żeby z nim nie pójść do łóżka... 

-Wiesz, ja się wolę nad tym NIE zastanawiać, bo potem patrzę w lustro i zastanawiam się, czy już pora umierać, czy nie. Może zejdź ze słońca, co? Ponoć tylko pogarsza sprawę przy migrenie.

-Zdecydowanie nie pora umierać. Chociaż może gdybyśmy umarły efektownie i zbiorowo ogłoszono by żałobę, a nasi bliscy otrzymaliby jakieś wsparcie. A co ważniejsze przez jakiś czas byłoby o nas głośno. Pięć minut pośmiertnej sławy... wyobrażasz to sobie Mina? 

-Wyobrażam, jasne. Musiałabym przed śmiercią wydać dwie pensje na zakupy - buty, sukienka, kosmetyki, nowe meble... Wiesz, jak się jest sławną wiedźmą, trzeba żyć na poziomie. Może kupimy sobie po czarnej śwince morskiej?

-Świnki są słodkie, ale my chyba nie chcemy tworzyć wizerunku słodkich wiedźm prawda? 

-Metta, my jesteśmy słodkie. Jak przeterminowany cukier.

-Przeterminowany cukier dziwnie pachnie. Czy ja też dziwnie pachnę Mina? Cholera może trzeba było jednak użyć mydła.

-Pachniesz olejkiem różanym, Metta. Jak zwykle. Słuchaj, może Ci kompres dać? Wierzbę piłaś?

-Poproszę. Nie piłam. 

-Eh, Metta, z ciebie nic dziś nie będzie. Ból głowy cię dopadł - i cię choroba, jak mówią na Śląsku.

17:10, wiedametta
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 kwietnia 2009
O forach pogańskich

-Wiedametto, mało nie padłam na jakiś zawał. Znalazłam kolejne "forum pogańskie dla młodych pogan i czarownic". Przejrzałam użytkowników - średnia wieku to 16 lat. Zdziwisz się może, ale prowadzą to forum nasi wspólni znajomi z paganfedów. O ile ONA mnie nie zdziwiła, o tyle ON - bardzo. Myślałam, że ma więcej klasy.

-Kolejny forumik dla dzieciarni czytającej witch i winx jako biblię wiedzy o czarostwie i pogaństwie? Myślałam, że im się już znudziło...

-Już nie tylko. Dla dzieciarni, która czyta to, co i my. Ale nie myśli nad tym i nie jest w stanie selekcjonować wiedzy.

-I wszystko przyjmuje za dobrą monetę.
-Ale ON? Myślałam, że jest dorosły.
-Widać każdy pozostaje dzieckiem. Fluffickim i egocentrycznym.
-Ale niektórzy potrafią to dziecko zamknąć w szafie i nie pozwolić mu hałasować.
-Widać nie każdy potrafi. Albo - nie każdy tego chce. Lepiej pozwolić mu hasać. To ma chyba związek z męską pogonią za młodością. Wieczny chłopiec i te sprawy... nie wiem, dlaczego ON przestaje w takim towarzystwie, może mu to sprawa przyjemność. Ale inaczej o nim opowiadałaś.
-Bo inaczej go postrzegałam, nie podejrzewałam o taką głupotę. Poza tym, wyobraź to sobie - szaman, który dąży do inicjacji w wicca gardneriańskim. Ciekawe, JAK ma zamiar pogodzić in- i ekskluzywność dwóch form czarowniczej pracy.
-Nie wiem. Szczerze mówiąc, w tym momencie mnie to nie obchodzi.
-Wiedametto, które to już forum pogańsko-magiczne w sieci? Straciłam rachubę.
-Nie wiem, Wiedamino. To nieważne. Ważne, że na niewielu można cokolwiek przeczytać.
-Zostają zagraniczne.
-Nie każdy zna języki. My znamy, ale dzieciarnia nie. I zakłada sobie polskojęzyczne fora. Typu "czarostwo merlina". Myślałam, że się popłaczę ze śmiechu, kiedy to zobaczyłam...
-Ja się popłakałam, Metta. Merlin nie dość, że nie grzeszy punktualnością...
-Pamiętasz, jak się spóźnił "tylko" cały dzień i pytał, czy zabieramy notatki?
-Pamiętam, to tylko potwierdza to, co chcę powiedzieć. Punktualnością i rozumem. Skopiował forum Czarostwa. I nawet tak samo je nazwał.

-A ONA skopiowała forum PFI. Tylko przycięła je na potrzeby wieku użytkowników. I jeszcze pisze, że nie chce prozelityzmu, kiedy sama w oczywisy sposób go uprawia. Nie chcą jej na Czarostwie i Nie-o-pogaństwie, na PFI chyba za mało osób jej klaszcze, więc stworzyła własne miejsce w sieci, gdzie może wieść prym między młodszymi i głupszymi. Znaczące, naprawdę znaczące. Co za potrzeba dowartościowania się, co za... za księża postawa.

-Zapomniała chyba o tym, że kto z kim przestaje, takim się staje...
-Mina, nic dwa razy się nie zdarza! Wiesz, mam już dość sztucznego organizowania się w społeczności,w których każdy na siłę próbuje w ciebie wmusić własną wersję tego, co się zdarzyło po big bangu. Nie, żebym miała coś przeciwko własnym wersjom. Cenię indywidualizm, ale tylko w sprawach, do których można podejść indywidualnie, wnieść coś swojego. A co swojego można wnieść do faktów?
-Nic. Najwyżej interpretację. Ale masz rację, też mam dosyć organizowania się. Z usilnego, zbiorowego duszenia się w bagienku może wyjść tylko to, że będzie bardziej śmierdzieć. I nic więcej.
-Mi już zaczęło śmierdzieć, Wiedamino. Dlatego nie szukam nowych miejsc. Zostaję na czarostwie, tam jeszcze można wytrzymać, nawet jeśli tylko w Loży Szyderców.
-Ano...
-A na nie-o-pogaństwie mnie nie ciągnie. Zdam się na twoje relacje.
-Ja już nie wytrzymuję nigdzie, na nie-o też się prawie nic nie dzieje, najwyżej gonimy fluffa. Którego się goni wszędzie.
-I który w końcu dobija do portu, który stwarza dla niego preceptorka. Zaiste, zachowanie godne doświadczonej, mądrej wiedźmy. I typowe dla NIEJ.
-Forum PFI mnie odrzuca.
-Mina, daj spokój! Tam jest największe towarzystwo wzajemnej adoracji, jakie w życiu widziałam! Miej własne zdanie, które nie jest ich zdaniem, a jesteś ich wrogiem. I ciągły prymat wicca, rej wiedzie wicca, wicca ponad wszystko. Prozelityzm opakowany w sreberka z czekolad i ubrany w pseudonaukowe gadanie.
-Ale są tam starzy znajomi, choćby pan Witulski i jego "oryginalne" pomysły...
-Akurat powód do dumy. Ale przynajmniej za ten cyrk nie trzeba płacić. Pamiętasz rozmowę z Gośką? Nie myśl, nie zastanawiaj się. I narzekanie na chaos, mętlik komunikacyjny. A jak można się dogadać, skoro nie zastanawiamy się nad sprawami, o których rozmawiamy? Jak można mówić o tym, że się jest wiedźmą i wyjaśniać tym samym? Masło jest maślane, ot, co!
-Nie można rozmawiać o czymś, nie zastanawiając się nad tym, racja. 
-I tu jest pies pogrzebany. Kadźmy sobie a kochajmy się, nie myślmy o tym, co nas dzieli, unikajmy wszystkich drażliwych kwestii.
-Bycie czarownicą nie oznacza bycia wiedźmą, prawda? Tak samo, jak nie każda wiedźma jest czarownicą. Już zostawmy kwestię pogaństwa, bo mieszanie tego jest tak nagminne, że boli mnie od tego głowa.
-Prawda, Mina. Czarownicą się jest, wiedźmą tylko bywa. Czarownica to taka, która potrafi czarować, wiedźma - ona wie. Wie, co i jak zrobić, żeby odnaleźć się w świecie i sobie z nim radzić. Ktoś, kto wykorzystuje magię wszelaką, żeby działać w momencie, w którym istnieje.
-Czarownica może być egoistką, odudkiem i wredotą. Wiedźma też może, ale jako człowiek. Kiedy jest wiedźmą dla innych - nie może odmówić pomocy. Nie może. Musi odpowiedzieć na potrzebę, która doprowadziła do tego, że tą wiedźmą jest.
-I tu doszłyśmy do sedna rzeczy. Definiowanie czarownictwa i wiedźmienia.
-Idą głosy, żeby nie definiować. Żeby zostawić to w spokoju i nie ruszać, że to sprawa zbyt drażliwa, Wiedametto.
-Może. Może wystarczy wyznaczenie ogólnych granic, szerokiego kierunku rozumienia. A potem zdać się na intuicję. Każdy znajdzie swoje rozumienie.
-Intuicję? My mamy rozwiniętą, ale umysły też raczej nam nie obumierają. O bagnie nie mogę tego powiedzieć. 
-Bo bagno nie przyna się, że czegoś nie wie, że się pomyliło, że nie przemyślało do końca. Bagno ma przecież swoją renomę, swój prestiż i swoje zadufanie w sobie. Do dupy z takimi poganami.
-Do jasnej cholery, myślenie to tak wiele?
-Widać dla nich tak. Przyznaję się do swojej niewiedzy, ignorancji, nieinteresowania się. Często mówię "nie mam pojęcia". Ciężko zrobić to samo? 
-Jakoś nie mam z tym oporów.
-Ty nie masz. Ty wiesz, kim jesteś, ty nie potrzebuujesz nieustannego podziwu i poklasku.
-A co mnie obchodzi poklask? Skąd mam wiedzieć, co klaszczący we mnie widzi? 
-Właśnie. A bagno nie znosi tego, że ktoś sobie radzi bez niego. Że ma w dupie ich ścieżki, ich sądy, ich zdania. I wszystko byłoby w porządku, wiesz?
-Wiem. Gdyby bagno nie lało się nam na głowy z sufitu i nie ciekło przez próg. Ze swoim smrodem.
-Nie wiem, dlaczego większość ludzi zatraciła poczucie szczerości. 
-Za naszych czasów to obłudy trzeba było się wstydzić. I umysłowej nieporadności.
-Właśnie. A paganfedy za nic nie przyznają się do błędu. Zaczną się zapierać, że mają rację, a ty jesteś tą głupszą. Mina, wyobrażasz sobie, że oni by chcieli być naszymi autorytetami?
-CO?
-To, moja droga, to! Autorytarnego tonu używa tylko autorytet! A autorytet się nie myli.
-Ci, co stoją z boku i nie widzą pomyłki, zaczną klaskać, że tak broni swoich poglądów, swojej "indywidualności"...
-Tylko głupiec trwa w błędzie. A ci, którzy widzą głupotę, odwracają się od głupiego autorytetu. Po raz kolejny ciśnie mi się, Wiedamino, na usta skojarzenie z Opus Dei...
-Racja, Wiedametto. Święta - bez podtekstów - racja. 
-Uzależnić się od mistrza. Ślepo mu ufać. Iść w płomień.
-Nie można tego utożsamiać z całym neopogaństwem, za granicą wygląda to normalnie...
-Za granicą, Mina. Polacy spierdolili wszystko tak, jak tylko oni potrafią. 
-Przeraża mnie jedno. Czarownicę winna cechować pokora. Już ją rozciągnijmy na wiedźmę, najczęściej wiedźmy są czarownicami. Pokora okazywana sobie i innym. Pokora wobec sił, z którymi się mierzy. Bo ona musi ciągle mierzyć siły własne i te, które wykorzystuje.
-Brak pokory prowadzi do brawury. A w magii i pogaństwie brawura jest zgubna. Wiesz, co by się przydało współczesnym czarownicom? Szacunek do cudzej prywatności praktyki. Dopóki ktoś nie macha mi nią przed nosem, nie wtrącam się.
-To chyba nie powinnyśmy rozmawiać o NIEJ, Metta?
-Nie, Mina. ONA akurat nie dość, że macha, to jeszcze rzuca swoimi poglądami we wszystkich wokół. A tego nie lubię. Skoro sama się wdrapuje na świecznik, to niech nie ma pretensji, że ludzie o niej mówią. 
-Moralność. Tego brakuje polskim poganom. Podstawy moralności międzyludzkiej. 
-Dokładnie. Metta,ty wiesz, co nam zrobią, jak dowiedzą się o tej rozmowie?
-Wiem. Spalą nas na stosie. Weźmiemy serek, pomidorki i świeżą bazylię. Zrobię tosty.
-Ty znowu o żarciu, Metta.
-A skoro o żarciu już mówisz, Mina, to głodna jestem. Chodźmy do kuchni.
-A żeby jeszcze uszanowali wiedźmy kuchenne, to nie, musi być cały arsenał durnego badziewia magicznego...
-MINA, daj już spokój, jeść mi się chce...
14:24, wiedamina
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 kwietnia 2009
O podłości ludzkiej

„Oto sprawa gorzka, sprawa godna pożałowania, sprawa naprawdę okropna, gdy się o niej myśli, straszna, gdy się o niej słyszy, zbrodnia szkaradna, przestępstwo wstrętne, czyn ohydny, hańba przerażająca, postępki zupełnie nieludzkie doszły do naszych uszu, wprawiając nas w wielkie osłupienie i wstrząsając gwałtowną odrazą...

Osoby godne wiary — ciągnął król — doniosły nam o przestępstwach, jakich się dopuszczają templariusze, którzy ...

... niby wilki w obcej skórze ...

... ponownie ukrzyżowali Chrystusa, ba, zadali Mu ...

... cierpienia większe niż te, których doznawał na Krzyżu ..."
*

 -Przypomina Ci to coś Wiedamino?

 -Oczywiście, Wiedametto. Przypomina mi to ludzi, którzy wolą schować się za jakąś maską i udawać samych siebie. Jakąś - bo to jakaś maska, wybitnie nieokreślona. I chyba nawet sami je tworzymy - maski na twarzach innych ludzi. Jak u polityków. Życie to teatr, co z tego, że nie wiem, gdzie scena, a nie kulisy.

-Faktycznie. Tak się składa, że obie mamy do czynienia z takimi ludźmi. Nie tylko my zresztą. Chodziło mi o to jak wielkie bywają podłość i naiwność ludzka. Podły chcąc ukryć swoje ciemne sprawki przed Naiwnym, znajduje sobie Kozła Ofiarnego i przekazuje na jego temat zasłyszaną plotę. Naiwny nie sprawdzi informacji tylko od razu przejdzie do ukarania Kozła pomimo, że jeszcze niedawno obaj nazywali go przyjacielem. Podłemu się udało - jego ciemne sprawki nie dotarły do Naiwnego...

 -Naiwność, podłość... eh, do tego jeszcze głupota. Ktoś nie usłyszy, nie zrozumie, wyprodukuje plotkę. A inni cierpią. Mało razy to widziałyśmy? 

-Niestety niemało. Jednak przyznasz, że to strasznie boli, gdy ktoś kogo nazywasz przyjacielem wbija Ci nóż w plecy i jeszcze nie raczy z Tobą porozmawiać, spróbować wyjaśnić. Albo nawet gdy chce "wyjaśnić" i tak nie obchodzi go Twoja wersja, bo on już swoje wie.

-Przyznaję, nawet bez bicia. Trzeba być tchórzem, żeby wysługiwać się innymi ludźmi do załatwiania własnych interesów. I nie mieć godności, nawet odrobiny, skoro cudzego bólu używa się jak narzędzia. Jak tamponu w czasie okresu, byleby wchłonął krew i może się z nim dziać, co się bogom spodoba. Ciekawe, że kiedy taki Obłudny sam znajduje się w takiej sytuacji, narzeka i jęczy, jakby był uosobieniem niewinności, a to była kara za niepopełnione grzechy. 

-Zaiste. Kiedy to Podły/Obłudny jest atakowany kreuje się na Świętego. Najgorsze, że bywa w tym tak wiarygodny, że człowiek dałby sobie coś uciąć, że on naprawdę jest taki Święty na jakiego się kreuje. A potem wystarczy mieć pecha i Podły/Obłudny/Święty użyje swych wpływów, żeby nas oczernić. Trach! Z dnia na dzień, godziny na godzinę, minuty na minutę, w jednej sekundzie ukazuje nam swą prawdziwą twarz. Myśleliśmy, że mieliśmy przyjaciela, a w rzeczywistości to była tylko iluzja.

-Zostaje odcierpieć i wzruszyć ramionami, moja droga. Nic więcej. Bo od obłudy i podłości nas odrzuca - jak od trupa. Od głupoty tak samo. Podłość jest taką skazą wewnętrzną, której miarowanie mamy we krwi. I mierzi tuż po tym, kiedy przekroczy poziom podłości naszej własnej. I zawsze dziwi, że może zajść na skali tak wysoko. Niestety, podłość już od wieków płynie w ludzkiej krwi, to jakiś rodzaj dziedzicznej odporności na świat. Im więcej zabiję ja, tym mniej będzie rzeczy, które będą mogły zabić mnie. Zastanawia tylko jedno - kim trzeba być, żeby czerpać satysfakcję z bólu, którego się nie widzi i o którym się nie dowiaduje? To jakaś skrajna patologia - bez celu, bez przyczyny wejść komuć w życie i zacząć je niszczyć. Trzeba się bronić, Wiedametto. Ufać i nie-ufać jednocześnie. Ale to już chyba inna rozmowa...

-Masz rację Wiedamino. Herbata wypita - czas kończyć.

 


 *fragment aktu oskarżenia templariuszy

 

Rozmawiały Wiedametta i Wiedamina

19:02, wiedametta
Link Dodaj komentarz »